Codzienne karmienie to rytuał, który buduje więź między opiekunem a zwierzęciem, ale przede wszystkim jest fundamentem, na którym opiera się zdrowie, kondycja i psychika wierzchowca. Wchodząc do stajni, często działamy automatycznie, sypiąc do żłobu to, co „zawsze się sypało”. Jednak współczesna dietetyka weterynaryjna stawia przed nami nowe pytania. Czy tradycyjny owies to nadal najlepsze rozwiązanie? A może nowoczesne, profesjonalnie zbilansowane mieszanki to konieczność, podyktowana zmianą stylu życia naszych zwierząt? Decyzja o tym, co trafi do żłobu, ma fundamentalne znaczenie nie tylko dla wyników sportowych, ale dla długowieczności Twojego podopiecznego.
Ewolucja użytkowania konia a niezmienność jego natury
Aby zrozumieć dylemat „owies kontra musli”, musimy cofnąć się o kilkadziesiąt lat. W czasach, gdy konie pracowały ciężko w polu lub w transporcie przez wiele godzin dziennie, owies był paliwem idealnym. Tani, łatwo dostępny i wysokokaloryczny, pozwalał szybko uzupełnić energię zużytą podczas orki czy ciągnięcia wozu. Jednak dzisiejszy koń to zupełnie inny atleta.
Współczesne konie wierzchowe – czy to rekreacyjne, czy sportowe – pracują w zupełnie innym trybie. Ich wysiłek jest często krótszy, ale bardziej intensywny (skoki, ujeżdżenie) lub wymaga ogromnego skupienia, a nie tylko siły fizycznej. Co więcej, większość dnia spędzają w stajniach lub na padokach, a nie w nieustannym ruchu. Mimo tej drastycznej zmiany trybu życia, ich układ pokarmowy pozostał taki sam jak tysiące lat temu: przystosowany do ciągłego pobierania małych porcji włóknistego pokarmu, a nie do trawienia dużych dawek skrobi zbożowej. To właśnie ten rozdźwięk między biologią a nowoczesnym użytkowaniem sprawia, że tradycyjne żywienie oparte wyłącznie na owsie i sianie coraz częściej okazuje się niewystarczające, a czasem wręcz szkodliwe.
Pułapka „gorącej energii” – dlaczego Twój koń jest nadpobudliwy?
Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko monodiecie owsianej jest rodzaj dostarczanej energii. Owies to przede wszystkim skrobia. Po zjedzeniu jest ona bardzo szybko trawiona w jelicie cienkim i wchłaniana jako glukoza. Powoduje to gwałtowny skok poziomu cukru we krwi, a w konsekwencji nagły wyrzut insuliny.
Daje to efekt tzw. „energii gorącej”. Koń otrzymuje nagły zastrzyk mocy, który często objawia się nadmierną pobudliwością, płochliwością („elektrycznością”) i trudnościami w koncentracji na zadaniach stawianych przez jeźdźca. Zamiast harmonijnej współpracy, mamy walkę z temperamentem zwierzęcia. Właśnie w odpowiedzi na te problemy powstały nowoczesne, specjalistyczne pasze dla koni, które podchodzą do kwestii energetycznej w zupełnie inny sposób.
Profesjonalne mieszanki wykorzystują potencjał tzw. „energii chłodnej”. Pochodzi ona nie z cukrów prostych, ale z tłuszczów (oleje roślinne, nasiona lnu, otręby ryżowe) oraz wysokostrawnego włókna (lucerna, wysłodki buraczane, łuska sojowa). Taki rodzaj paliwa uwalnia się stopniowo przez wiele godzin, nie powodując skoków glukozy. Efekt? Koń ma siłę i wytrzymałość do treningu, szybciej się regeneruje, ale pozostaje zrównoważony psychicznie, spokojny i skupiony. To zmiana, którą jeźdźcy odczuwają niemal natychmiast po przejścia z owsa na zbilansowane musli lub granulat.
Niewidzialny wróg: Bilans wapniowo-fosforowy
To aspekt, o którym wielu właścicieli zapomina, patrząc tylko na objętość jedzenia w żłobie. Ziarna zbóż, w tym owies, charakteryzują się bardzo niekorzystnym dla koni stosunkiem wapnia do fosforu (Ca:P). Zawierają one dużo fosforu, a bardzo mało wapnia. Tymczasem prawidłowy stosunek w diecie konia powinien wynosić około 2:1 na korzyść wapnia. W owsie te proporcje są drastycznie odwrócone i wynoszą około 1:5.
Czym to grozi w praktyce? Jeśli dieta oparta na owsie nie jest precyzyjnie bilansowana dodatkowymi suplementami wapniowymi, organizm konia staje przed poważnym problemem metabolicznym. Aby wyrównać niebezpieczny poziom fosforu we krwi, zaczyna on „wyciągać” wapń z własnych rezerw – czyli z kości. Długofalowo prowadzi to do osłabienia struktury kośćca, demineralizacji, a także osłabienia ścięgien i więzadeł. Zwiększa to podatność na kontuzje, które potrafią wykluczyć konia z treningu na wiele miesięcy, a u młodych koni może prowadzić do nieodwracalnych zmian rozwojowych. Gotowe pasze mają ten problem rozwiązany już na etapie produkcji – są one bilansowane tak, aby każda porcja dostarczała idealne proporcje makroelementów, chroniąc układ ruchu Twojego konia.
Strawialność i zdrowie jelit – mikronizacja ma znaczenie
Kolejnym mitem jest przekonanie, że koń trawi surowy owies w 100%. Badania pokazują, że strawność skrobi z surowego ziarna w jelicie cienkim konia jest ograniczona (często na poziomie 50-60%). Jeśli podamy go zbyt dużo w jednym posiłku, niestrawiona skrobia „przelewa się” do jelita grubego.
Tam staje się pożywką dla bakterii kwasu mlekowego, co prowadzi do gwałtownej fermentacji. Skutkiem jest zakwaszenie treści jelitowej (kwasica), zabicie pożytecznej flory bakteryjnej trawiącej włókno i produkcja toksyn, które przenikają do krwi. To prosta droga do kolek gazowych, biegunek, a w dłuższej perspektywie – nawet do ochwatu. W profesjonalnych paszach ziarna zbóż są często poddawane procesom obróbki termicznej, takim jak mikronizacja (płatkowanie pod wpływem pary i promieniowania podczerwonego). Ten proces zmienia strukturę skrobi, zwiększając jej strawność w jelicie cienkim do ponad 90%. Dzięki temu koń wykorzystuje paszę znacznie efektywniej, a ryzyko zaburzeń trawiennych w jelicie grubym spada do minimum.
Pusta kaloria czy bomba witaminowa?
Siano i owies to baza, która niestety w polskich warunkach glebowych jest bardzo uboga w kluczowe mikroskładniki. Badania gleby w Polsce wskazują na drastyczne niedobory selenu. Owies jest również ubogi w lizynę (aminokwas niezbędny do budowy mięśni), witaminę E (kluczowy antyoksydant regenerujący mięśnie po wysiłku) czy miedź i cynk (niezbędne dla zdrowia kopyt i skóry).
Suplementacja „na własną rękę” jest trudna i ryzykowna – łatwo o przedawkowanie niektórych witamin lub o zachwianie delikatnych proporcji między pierwiastkami (np. nadmiar żelaza blokuje wchłanianie miedzi). Pełnoporcjowe mieszanki paszowe są komponowane w taki sposób, aby przy zalecanym dawkowaniu pokrywać pełne dzienne zapotrzebowanie konia na witaminy i minerały. To eliminuje zjawisko tzw. „ukrytego głodu”, kiedy koń wygląda na najedzonego, ale jego organizm na poziomie komórkowym walczy z niedoborami, co objawia się matową sierścią, pękającymi kopytami czy spadkiem odporności.
Ekonomia żywienia – czy owies jest naprawdę tańszy?
Na pierwszy rzut oka worek owsa kosztuje ułamek tego, co worek profesjonalnego musli. Jednak rzetelna kalkulacja kosztów wygląda inaczej. Do ceny owsa musimy doliczyć koszt wysokiej jakości witamin, elektrolitów, biotyny na kopyta, olejów (jeśli chcemy podnieść kaloryczność) oraz ewentualnych dodatków na stawy czy trawienie, które w gotowych paszach (zwłaszcza tych z wyższej półki) są często już zawarte.
Często okazuje się, że żywienie oparte na skoncentrowanej, wysokostrawnej paszy, której podajemy wagowo mniej niż owsa (dzięki lepszej przyswajalności), wychodzi finansowo porównywalnie, a efekty zdrowotne i wizualne są nieporównywalnie lepsze. Wybór między tradycją a nowoczesnością nie powinien być podyktowany sentymentem, ale dobrem zwierzęcia. Zrozumienie fizjologii konia w XXI wieku prowadzi do prostego wniosku: dieta musi być precyzyjna i bezpieczna.































